Fama Newquaz
Newquay leży na klifach, do plaż należy w większości sytuacji zejść stromymi schodkami. W samym centrum, naprzeciw dużego trawnika na szczycie klifu otwiera się widok na ocean i na potężny głaz, odsunięty jakieś dziesięć metrów od brzegu. Głaz i klif połączone są ze sobą cieniutkim mostem. Na szczycie skały wyrasta domek. To prawdopodobnie najbardziej pożądana nieruchomość w Newquay. I jest to własność prywatna, więc można jedynie popatrzeć - zwiedzić się nie da. Na szczęście w samym mieście znajdziemy bez liku pokoi do wynajęcia, w typowo angielskich, rzędem stojących schludnych domkach. Mieszkamy w pensjonacie Breaks, o nieco alternatywnym rodowodzie - pokoje są niezbyt duże, za to przytulnie urządzone, zaś ekologiczne śniadania dostarczają wystarczająco energii, ażeby chwilę później zmusić się do wejścia do zimnego oceanu. Newquay to niegdysiejszy bastion brytyjskich hippisów, analogicznie jak wiele innych miejscowości na wybrzeżu Kornwalii. Fama Newquay nabrała takich proporcji, że miasteczko w przeciągu trzydziestu lat rozrosło się kilkukrotnie i - rzecz jasna - coraz bardziej skomercjalizowało. Dlatego zaprzysiężeni antyglobaliści, miłośnicy ekologii, wszyscy zwyczajnie wyszukujący ciszy - ale przede wszystkim prawdziwi, najtwardsi zapaleńcy surfingu - wynieśli się do oddalonego najbardziej na północ do Sennen Cove albo do Porthcurno.